piątek, 11 maja 2012

Polacy za niskimi podatkami

53% Polaków za najlepszą receptę na tworzenie miejsc pracy uważa obniżenie podatków i wspieranie przedsiębiorczości.

W porównaniu z innymi propozycjami jak tworzenie miejsc pracy z opodatkowania najbogatszych - 16%, likwidacja umów śmieciowych – 13% czy tworzenie przedsiębiorstw państwowych – 12%, widoczna jest zdecydowana przewaga tych, którzy nie oczekują od państwa realizacji i finansowania rozwiązań prozatrudnieniowych, ale chcą by państwo zlikwidowało te bariery, które utrudniają lub uniemożliwiają samodzielne powstawanie miejsc pracy w gospodarce.

Takie wyniki nastrojów społecznych powinny skłaniać do utrwalania tendencji odchodzenia od postaw roszczeniowych i promowania przez państwo odpowiedzialności i aktywności obywateli. Do tego jednak potrzeba dać im więcej samodzielności i nie tworzyć złudzeń, że państwo jak opiekun małego dziecka przewinie, nakarmi i uczesze. Wygląda na to, że po okresie PRL-u Polacy czują się coraz bardziej dorośli, a nasz system jak nadopiekuńcza mamusia wciąż nie umie się odnaleźć w tej sytuacji.

Więcej w tekście: http://http//tnij.org/qmyf

piątek, 30 marca 2012

Emerytury w cieniu awantury

Niewątpliwą zaletą prowadzonej przez rząd reformy emerytalnej są coraz częściej pojawiające się głosy, że pokolenie współczesnych dwudziesto-, trzydziestolatków na państwowe emerytury nie ma co liczyć. Wiele osób powtarzających tego typu stwierdzenia, w głębi duszy ma pewnie nadzieję, że będzie jednak inaczej. I choć jest w tego typu proroctwie trochę przesady, bo system emerytalny raczej całkiem się nie zawali, to jednak najprawdopodobniej przyszłe emerytury będą głodowe nie wystarczą na godne życie.

Pytaniem, na które trzeba sobie odpowiedzieć jest to, czy dojście do minimalnych emerytur za kilkanaście, a na pewno kilkadziesiąt lat, odbędzie się na zasadzie prawdziwej, poprzedzonej debatą i kampanią społeczną, gruntownej reformy czy poprzez wymuszoną załamaniem ZUS-u doraźną reakcję, mającą na celu uchronienie państwa przed poważnym wybuchem niezadowolenia społecznego. Ten drugi przypadek, który bardziej jest chyba prawdopodobny doprowadzi niewątpliwie do znaczącego kryzysu zaufania do państwa, które już dziś jest dosyć słabe. W tym kontekście przyzwyczajanie społeczeństwa do trudnej przyszłości i akcentowanie potrzeby wzięcia odpowiedzialności za swoja przyszłość jest dosyć istotne i powinno stanowić grunt do przeprowadzenia reformy, w której państwo zapewniać będzie naprawdę minimalne, równe emerytury dla wszystkich, równocześnie uwzględniając zasadę sprawiedliwości, nie łupić wszystkich z poważnej części dochodów pod pozorem konieczności zapewnienia bogactwa na starość przez państwo. Państwo może, i uwzględniając kontekst cywilizacyjny, pewnie powinno brać w jakimś zakresie odpowiedzialność za to, żeby ludzie na starość nie umierali z głodu, ale na pewno nie może brać odpowiedzialności za zapewnienie każdemu emerytowi życia w oczekiwanym przez niego standardzie. Dlatego nie powinno tego obiecywać i nie powinno obowiązkowymi ubezpieczeniami nikogo nadmiernie obciążać. Czas zmusi państwo do obniżenia emerytur. Wraz z tym powinno iść uczciwe zmniejszanie obciążeń wynikających z przymusowych ubezpieczeń społecznych.

poniedziałek, 19 marca 2012

O co chodzi MEN?

Kilka tygodni temu prasa cytowała opinie ekspertów, m.in. prof. Jerzego Hausnera o tym, że Polska nie będzie mogła się dalej rozwijać bez innowacji i bez inwestowania w naukę. Bez pieniędzy, ale i bez dobrych naukowców, trudno sobie wyobrazić nowoczesną gospodarkę. A ci nie spadną nam z księżyca. Albo zostaną wykształceni u nas, albo raczej ich mieć nie będziemy. Uzdolnione jednostki z biedniejszych krajów, wybiorą raczej państwa, w których za swoją wiedzę i umiejętności otrzymają znacznie lepsze wynagrodzenia niż w Polsce. Pytanie tylko, jak z tym wyzwaniem zamierzamy sobie poradzić i jak ma się do tego polityka naszego państwa, które już na szczeblu elementarnej edukacji systematycznie i od wielu lat obniża wymagania i drastycznie obcina program. Absolwenci sprzed 10 czy 15 lat wręcz nie mogą się nadziwić o ile mniej wymaga się od dzisiejszych uczniów, w stosunku do jeszcze nie tek odległej przeszłości. Jeśli w takim tempie i w tym kierunku podążać będą tzw. „reformy” systemu kształcenia, to wkrótce uczniowie będą wybierać między tym czy chcą uczyć się pisać czy czytać. Wielcy będą z nich naukowcy...

czwartek, 15 marca 2012

Doradca profesjonalny

Miałem ostatnio okazję dać się namówić na spotkanie z doradcą finansowym jednej z większych firm finansowo-księgowych. Dostałem informacje o produkcie, która wydawała mi się dosyć niewiarygodna, ale pomyślałem: nie mam nic do stracenia – porozmawiam, zapytam osobiście, czegoś więcej się dowiem. Poszedłem. Niczego konkretnego się nie dowiedziałem, choć rozmowa "o finansach" i "inwestowaniu" trwała prawie godzinę. Przebiegła w miłej atmosferze i przyznam, że po spotkaniu byłem pod sporym wrażeniem kompetencji mojego rozmówcy. Zasiadłem następnie przed komputerem i zlustrowałem go naprędce. Oto jakimi szkoleniami może się pochwalić:
- nowa psychologia sprzedaży,
- magia telemarketingu,
- warsztaty improwizacyjne,
- szkolenie motywacyjne,
- Szkolenie dla osób wykonujących czynności agencyjne.
Żadnego finansowego, z zakresu inwestowania, nic... Jak na absolwenta kierunku technologia żywności, to trochę mało, żeby mieć pewność co do gruntownych kompetencji w zakresie finansów. Udało mi się też dogrzebać w necie do kruczków oferowanego produktu. Na kolejne spotkanie nie poszedłem. Podziękowałem... Niemniej jednak naprawdę warto było wypróbować na sobie pokaźny arsenał manipulacji i socjotechniki. Przezornie, na spotkania tego typu nie polecam brać żadnych dokumentów – wtedy nie da rady podpisać żadnej umowy ani zobowiązania.

środa, 8 lutego 2012

Prof. Muhammad Yunus w Krakowie

Prof. Muhammad Yunus, twórca Grameen Banku, laureat Pokojowej Nagrody Nobla odwiedził z początkiem lutego Kraków. Jest on osobą inspirującą i posiadającą znaczący dorobek w zakresie zwalczania ubóstwa. Przy tym, w sposób prosty przedstawiający swoje poglądy.

Warto zwrócić uwagę na dwie tezy, które prof. Yunus odnosi do tematu ubóstwa i działalności charytatywnej:
- zwalczanie biedy powinno opierać się nie na rozdawnictwie, ale na aktywizowaniu biednych i stworzeniu im takich warunków, aby sami byli w stanie sobie pomóc,
- istotna rolę w zwalczaniu biedy odgrywać powinien sektor prywatny – w tym m.in. korporacje, ale też i zwykli ludzie motywowani chęcią rozwiązywania konkretnych problemów, a nie tylko osiąganiem zysku w wymiarze finansowym.
Naprawdę warto poznać koncepcje prof. Prof. Muhammada Yunusa, bo nie tylko, że nie neguje ona wolnego rynku, a proponuje system równoległy, który wolnemu rynkowi jest bardzo przyjazny.
Walka z biedą wcale nie musi kojarzyć się tylko z nieskutecznymi praktykami socjalizmu polegającymi na przymusowym odbieraniu bogatszym, by dawać biednym. Tutaj mamy trzecią drogę.

czwartek, 5 lutego 2009

O kryzysie w nowej "Polityce Narodowej"

Nowy numer "Polityki Narodowej" można nabyć już w Empikach. W nim, m.in., mój tekst na temat kryzysu w gospodarce. Nie żeby jakieś odkrycie – po prostu odniesienie do głównych jego przyczyn, które choć oczywiste, zostały na olbrzymią skalę zlekceważone przez kluczowych uczestników światowej polityki ekonomicznej. Poniżej zamieszczam wybrane fragmenty.

(...) Z jednej strony olbrzymie instytucje finansowe kreujące wirtualne zyski. Z drugiej - dążenia licznych grup społecznych do tego, by żyć coraz lepiej, coraz mniej pracując. Żyć na kredyt, na koszt innych, na poczet przyszłych, niepewnych dochodów. I znajdujący się pomiędzy tym wszystkim świat polityki, którego uczestnicy nieudolnie próbują wcielać się w cudotwórców, by z jednej strony zapewnić sobie głosy wyborców, z drugiej przychylność świata finansów.

Winni
W wielu opiniach, za kryzys na rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych i za kryzys finansowy główną odpowiedzialność ponoszą właśnie politycy. I choć stanowisko takie formułowane jest często w charakterze publicystycznego uproszczenia, nie sposób nie przyznać mu sporo racji. Przy akceptacji państwa, dążący do wygodnego i beztroskiego życia obywatele, jak i poszukujący łatwych zysków menadżerowie instytucji finansowych wyzbyli się odpowiedzialności za ogólną sytuację gospodarczą. Efektem tego stało się podejmowanie działań coraz bardziej ryzykownych, a później wprost prowadzących do kryzysu. Politycy, jako ci, którzy nie tylko taki scenariusz umożliwili, ale wręcz go wspierali muszą zatem zostać obarczeni główną odpowiedzialnością.
- Oficjalnie, czyli na potrzeby mediów, powodem krachu instytucji finansowych jest „kryzys kredytów hipotecznych”. A co w takim razie było przyczyną kryzysu tych kredytów? To też wydaje się jasne: niewypłacalność dłużników. Miliony Amerykanów nie spłaca swoich długów. Banki nie dostają swoich pieniędzy. Są zagrożone. Co prawda, problemy z dłużnikami nie pojawiły się od dzisiaj, jak to się jednak stało, że nagle tak dużo ich nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań? – pytał w retorycznej formie Jan M. Fijor w Miesięczniku Bank.(…)

Rzeczywistość
Kryzys gospodarczy nie pojawia się na świecie po raz pierwszy. Wiadomo, że na drodze rozwoju cywilizacyjnego i bogacenia się społeczeństw zdarzały się momenty przełomowe, ale i okresy trudne, w których następowało załamanie. Szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach, w miarę jak rozwój postępuje coraz szybciej, częstotliwość kryzysów gospodarczych wzrasta. Z jednej więc strony nie należy się dziwić temu, że pojawił się kolejny. Warto zwrócić uwagę na jego specyfikę i korzenie, a także zadać sobie pytanie: czy musiało do niego dojść? – I odpowiedzieć: „widocznie musiało, skoro doszło”.
O ile bolesne skutki kryzysu znikną prędzej czy później, o tyle niewyciągnięcie wniosków dotyczących prawdziwych jego przyczyn, z dużym prawdopodobieństwem pchną świat w kolejne, jeszcze głębsze załamanie. Jest to wysoce prawdopodobne, ponieważ u podłoża wielu poważnych problemów trapiących gospodarki państw zachodnich leżą, wynikające z uwarunkowań systemowych, działania wymierzone w podstawowe zasady ekonomii. Nie można bowiem liczyć na rozwój gospodarczy i ogólny wzrost dobrobytu, gdy coraz więcej ludzi żyje na kredyt, a jako wyraz postępu traktuje się wirtualne zyski instytucji finansowych.
- Nikt w naszym społeczeństwie wydaje się nie rozumieć, że bogactwo nie jest tworzone przez dekret rządowy, nie jest tworzone przez banki, ani nie jest tworzone przez manipulowanie stopami oprocentowania czy udzielaniem łatwych kredytów. Społeczeństwo oparte na zadłużeniu nie może prosperować i jest skazane na upadek, gdyż długi muszą być albo spłacane albo ich spłata musi ulegać prolongacie; żadne inne rozwiązanie nie pozwala (...) patrzeć z optymizmem w przyszłość. Prawdziwe bogactwo może być osiągnięte jedynie poprzez oszczędzanie, ograniczanie bieżącej konsumpcji w celu zapewnienia wyższego poziomu konsumpcji w przyszłości – grzmiał Ron Paul podczas debaty nad planem pomocowym dla instytucji finansowych w USA. (…)

Kapitalizm a państwo
(…) Jak bumerang powracają pytania o rolę państwa we współczesnej gospodarce, zakres interwencjonizmu i skutki działania mechanizmu rynkowego. Szczególnie, z punktu widzenia bieżących uwarunkowań, utrzymywanie systemu, w którym cała odpowiedzialność za funkcjonowanie gospodarki, dobrobyt społeczeństwa i dobre samopoczucie menadżerów potężnych korporacji międzynarodowych wydaje się nie do utrzymania. Zabieranie jednym i dawanie drugim przy rosnącej tak szybko skali potrzeb, żądań i nacisków ze wszystkich stron jest po prostu rzeczą niemożliwą. Jedyną słuszną drogą jest scedowanie tej odpowiedzialności na tych, którzy zgodnie z logiką i w najlepiej pojętym, własnym interesie powinni ją ponosić. O własne bogactwo ludzie powinni dbać sami, a nie oczekiwać pomocy od państwa. Odwrotne rozwiązanie jest jedynie iluzją tworzącą wrażenie, że rząd jest „czymś” co samo z siebie wytwarza bogactwo i wystarczy jedynie jego wola rozdawania by społeczeństwu żyło się lepiej. Jest to typowo utopijne myślenie, które jednak coraz bardziej się rozprzestrzenia. Ten utopijny charakter i brak logiki, oprócz ideologicznych argumentów o równości społecznej i powinnościach państwa względem obywateli, zamydla w ostatnich latach również wyrafinowany system instrumentów finansowych, które stały się treścią obecnego kryzysu, a które przez wielu wiązały się z nadzieją na nowoczesną drogę do postępy gospodarczego. (…)

Całość w piśmie„Polityka Narodowa”: http://politykanarodowa.pl/

sobota, 17 stycznia 2009

Oszczędzanie a pożyczanie

Napisałem kiedyś, że jedną z przyczyn kryzysu finansowego jest coraz powszechniejsze życie na kredyt, które w sposób oczywisty usuwa w niepamięć praktykę robienia oszczędności. Dziś przypomniało mi się o tym za sprawą lektury „Lalki” Bolesława Prusa, a zatem kilka słów na ten temat chcę napisać.

Tak o praktykach w sklepie Mincla pisze w swoim pamiętniku Rzecki:

(…) Wreszcie w pierwszym dniu miesiąca wszyscy dostawaliśmy pensję (ja brałem 10 złotych.) Przy tej okazji każdy musiał wylegitymować się z porobionych oszczędności: ja, Katz, dwaj synowcy i służba. Nierobienie oszczędności, a raczej nieodkładanie co dzień choćby kilku groszy, było w oczach Mincla takim występkiem jak kradzież. Za mojej pamięci przewinęło się przez nasz sklep paru subiektów i kilku uczniów, których pryncypał dlatego tylko usunął, że nic sobie nie oszczędzili. Dzień, w którym się to wydało, był ostatnim ich pobytu. Nie pomogły obietnice, zaklęcia, całowania po rękach, nawet upadanie do nóg. Stary nie ruszył się z fotelu, nie patrzył na petentów, tylko wskazując palcem drzwi wymawiał jeden wyraz: fort! fort!...

Sam pamiętam, że będąc dzieckiem powszechne było odkładanie do skarbonki i oszczędzanie sobie z otrzymanych drobnych pieniążków na rzeczy, które chciało się kupić. Dziś chyba coraz rzadziej można spotkać ten zwyczaj, który uczył oszczędzania. Tak samo jak Szkolne Kasy Oszczędzania. A szkoda, bo nauka oszczędzania i odkładania jest bardzo istotną kwestią. Uczy zapobiegliwości, samodzielności, a przede wszystkim realnego myślenia o swoich wydatkach. Jakże łatwo kupić coś na kredyt, a jak długo trzeba na coś odkładać, żeby kupić coś za swoje pieniądze…

Nie negując oczywiście kredytu jako takiego, pragnę zwrócić uwagę na negatywne konsekwencje jego nadużywania. Człowiek czy firma, nie może więcej pożyczyć niż jest w stanie sama wypracować, a w przypadku kredytu musi nawet wypracować znacznie więcej, bo przecież czy to kredyt czy pożyczka nie są udzielane za darmo. Inaczej jest z inwestowaniem własnych środków, które to pracują dla nas a nie dla banków. O tym zdaje się mało kto pamiętać – nie tylko w biznesie, ale i w gospodarowaniu prywatnym majątkiem. A szkoda, bo za konsekwencje masowego odchodzenia od cnoty oszczędzania płacimy wszyscy. Szczególnie teraz, gdy kryzys spowodowany nierozważnie zaciąganymi kredytami hipotecznymi i spekulacjami finansowymi, rozlewa się po całym świecie.